Słowo okej zamiast dobrze
W zdaniu, w którym kiedyś było dobrze, coraz częściej stoi okej. Zapisuję, u kogo i w jakiej sytuacji.
Na zebraniu w czwartek prowadząca zapytała, czy termin pasuje. Trzy osoby powiedziały "okej". Jedna, najstarsza w pokoju, powiedziała "dobrze" i dopiero potem, jakby dla reszty, "okej". Złapałam się na tym, że sama miałam na końcu języka okej, choć w domu, do mamy, nadal mówię dobrze.
To nie jest badanie języka. To jest jedno zebranie i kilka zdań z tygodnia, które spisałam, żeby nie udawać, że "wszyscy" już mówią tak samo.
Gdzie okej wchodzi pierwsze
W wiadomości służbowej: "okej, biorę". W sklepie, kiedy ekspedientka pyta, czy wybić resztę: kiwnięcie albo okej, nie "tak, poproszę". Dobrze zostaje przy rzeczach, które mają brzmieć uprzejmiej albo starzej. "Dobrze, że pani zdążyła" jeszcze nie przeszło na okej. Brzmiałoby dziwnie i oboje byśmy to usłyszeli.
Dzieci na klatce mówią okej nawet na zgodę, która nic nie kosztuje: "okej, schodzę". Tam dobrze prawie nie występuje. Nie wyciągam z tego wniosku o szkole. Wyciągam wniosek o klatce, którą słyszę przez drzwi.
Co z tego mam na piśmie
W rejestrze zostawiam oba słowa obok siebie, tak jak przy ulicy zostawiam dwie nazwy. Pisałam o tabliczce, której ludzie jeszcze nie używają: ulica po staremu. Tu jest odwrotnie. Nikt nie zmienia tabliczki, a słowo i tak się przesuwa.
Nie poprawiam nikogo. Sama, kiedy piszę tekst, który ma brzmieć spokojnie, kasuję okej i wstawiam dobrze, a potem czasem wracam, bo dobrze jest za gładkie. Zostawiam wtedy zdanie bez żadnego z tych słów. To trzecia możliwość i na zebraniu rzadko ktoś z niej korzysta.
Mail, który poprawiłam dwa razy
Rano napisałam do współpracownicy "okej, wchodzę o trzeciej". Przed wysłaniem zmieniłam na "dobrze, wchodzę o trzeciej". Potem skasowałam przysłówek w całości i zostało "wchodzę o trzeciej". To zdanie jest krótsze i nie wybiera obozu. Na zebraniu, na żywo, takiej poprawki nie zrobię, bo zdanie już wyszło. Na piśmie jeszcze mogę. Rejestr jest właśnie po to, żeby widzieć, gdzie słowo się przesuwa, a gdzie jeszcze dam radę je wyjąć.
Następny numer: Kalendarz na lodówce